„Po co to to powstało?” – pytacie w listach ;). Otóż! Łososiu z Miętą powstał dla Farfocelków, które lubią kolory i nie wstydzą się być infantylne, ba, nawet to w sobie szanują. Właśnie dla tych wszystkich pielęgnujących swoje wewnętrzne dziecko i bardzo ale to bardzo o nie dbających – powstały moje tiszerty.
Czyli… dokładnie dla takich osób jak ja. 🙂
Tutaj nie bawimy się w hejt – mamy go wszędzie, aż pod korek.
Działa jedna zasada: zło DOBREM zwyciężaj.
Firma powstała aby pokazać, że to co nieidealne (m.in. moje wspaniałe projekty haftów, czy moje krzywe nogi (mam DPM i niedowład kończyn dolnych)) też jest fajne i – jak to mówiła moja Pani od plastyki – „piękne w swojej brzydocie” :D. Długo walczyłam o to, żeby być normalna, żeby wpasować się do reszty… a teraz już NIE CHCĘ. Traktuję moje inności jak moje supermoce. Was też do tego szczerze zachęcam!
Chciałabym żeby moje koszulki były pewnego rodzaju manifestem – buntem przed taką mroczną i szarą dorosłością (stąd też te kolorowe rękawki). Nie odbierajmy sobie tej abstrakcyjnej dziecięcej wyobraźni (niech odkurzacz będzie maszyną do łapania duchów, podłoga stanie się lawą, a stado ubrań na krześle to baza dla ciuchostworków, które żrą bawełnę jak makaron!) czy radości z małych rzeczy (typu boski kamyk albo niesamowity patyk).
Czujcie się tu bezpiecznie. A nóż widelec się okaże, że mieliście te wewnętrzne dziecko gdzieś mocno ukryte, a moje rysunki zaczęły je wydobywać z otchłani dorosłości… oooch! To by było EPICKIE z całej EPY!
Anka 
